Problemy rodzinne, sercowe, finansowe, pracowe, szkolne, smutno-mi-i-nikt-na-swiecie-mnie-nie-rozumie, kryzys ogolnoswiatowy. Problem. Stres. Kazdy reaguje na to inaczej.
Jedni rzucaja sie w wir pracy (ex-boyfriend), inni problemy zajadaja (wszystkie znajome mi dziewczyny, ktore normalnie zawsze sa na diecie), dla niektorych zakupy sa najlepszym lekarstwem (mama), niektorzy sprzataja (Gabriela z Jezycjady), niektorzy ida do fryzjera i calkiem zmieniaja swoj image, inni zapisuja sie na silownie, balet i kurs origami, jeszcze inni sie alkoholizuja (wiekszosc znajomych mi przypadkow), niektorzy spia z kim popadnie (taka jedna kolezanka), a niektorzy rzucaja wszystko cholere i uciekaja na drugi koniec swiata (Diane Lane w "Under the Toscan Sun" i Kate Winslet w "The Holiday").
Ja natomiast nie jem, po nocach spac nie moge, a potem spie do pierwszej, dom mam w niekontrolowanym chaosie, trace motywacje do wszystkiego i nic, nic mi sie nie chce, a samo wyjscie z domu to wyczyn na miare Adama Malysza w czasach jego swietnosci. Czyli reaguje na problemy w sposob najbardziej nieefektywny.
Pomyslalam wiec, ze trzeba jakos sie z tego wygrzebac. Poszlam do kuchni zrobic cos do jedzenia - wywalilam wielki sloik dipu szpinakowego na podloge w kuchni. Potem pomyslalam, ze moze posprzatam - przy odkurzaniu polamalam paznokiec. Alkohol generalnie odpada, bo mama mowi, ze jestem jak Amy Winehouse (taaa).
Takzenotowiec.
Normalni ludzie w moim wieku maja zycie mniej wiecej ustabilizowane. Ja natomiast wpadam na szklane drzwi, obcasy wbijaja mi sie w dziury na chodniku i musze uchylac sie od ptakow w celu unikniecia zderzenia czolowego (mego czola, rzecz jasna). Byli absztyfikanci deklaruja milosc, ale juz po fakcie, a nowych spotykach zazwyczaj wtedy gdy wygladam jak chinska sierota. Chyba jednak jest cos w tym, ze kobiety dobijajace trzydziestki bardziej przypominaja ofiary losu niz eleganckie femme fatale z cosmo (patrz Bridget Jones i wlasciwie wszystkie bohaterki komedii romantycznych z ostatnich dwoch dekad).
Wezmy na to Swieto Dziekczynienia, ktore mialo miejsce dwa tygodnie temu.
Kiedy sie tu przeprowadzilismy, wszystkie swieta spedzane byly z rodzina Ksiezyca (taka ksywke mu tu nadalam, zdaje sie). Po tym jak obie rodziny (moja i jego) wprawilam w oslupienie hucznym zerwaniem, wytworne kolacje spadly na moja glowa, a ze bylo to juz ponad 3 lata temu, w pieczeniu indyka stalam sie profesjonalistka. W ciagu tych ponad 3 lat rodzina Ksiezyca jakby wymarla (towarzystwo w podeszlym wieku bylo) i na pogrzebie jego wujka we wrzesniu, jako ze rodziny ciagle pozostaja w stosunkach bardzo bliskich (wykluczajac, rzecz oczywista, mnie), Ksiezyc wraz siostrami i ich bojfrendami jak tez kuzynem z Polski zostali zaproszeni na Dziekczynienie. Naturalnie, nikt sie nie spodziewal, ze Ksiezyc swa noga w moim domu postanie, ale jak to w moim zyciu normalka - wiele rzeczy mnie jeszcze zadziwi. Po tym jak nie oddzwonil do mojej mamy (2 razy, dla scislosci) i po tym jak jego siostra powiedziala, ze on to na pewno nie, ale cala reszta bardzo chetnie, ja wprawilam sie w role gospodni doskonalej i zaplanowalam kolacje na 8-10 osob. W sobote rano zaprosilam boskiego Tarzana - w ramach sprawdzenia gruntu - i wybralam sie na polowanie na indyka (po sklepach, rzecz jasna). A w sobote wieczorem Ksiezycowi sie odmienilo i postanowil, ze przychodzi. A boski Tarzan juz zaproszony. Zawal serca. W niedziele dokupilam pare butelek wina, bo przewidzenie dramatycznej kolacji raczej nie sprawilo mi trudnosci.
W poniedzialek, wstalam o 8 nieprzytomna (kto by tam spal kiedy nieunikniona masakra wisi nad glowa), wlozylam indyka do piekarnika i otworzylam wino. Reszta odbyla sie jakby poza mna - piorun pierdolnal mniej wiecej o 4pm i wyladowania atmosferyczne towarzyszyly tu nam do konca wieczoru, malowniczo konczac sie na wyjsciu Ksiezyca. W lzach.
To, ze boski Tarzan jest jeszcze na horyzoncie to doprawdy cud bo oko w oko z ex'em to i tak w sumie nie taka straszliwosc w porownaniu do tego co zafundowalam mu do tej pory. To jednak juz zachowam dla siebie. Albo dla dobra naszych przyszlych dzieci. Czy cos w tym stylu.
Nie pisalam bo wzielo mi sie haslo zapomnialo. Przypomnialo mi sie dopiero przy sprzataniu psiej kupy. Biedaczka sra i rzyga mi po katach od wczoraj. Ale to nie o tym mialo byc.
Mianowicie, po powrocie z Chicago postanowilam wydac sie za maz za jednego z pieknych mezczyzn z Chicago. Hipotetycznie, oczywiscie. Chicago szybko umiejscowilo sie na szczycie moich ulubionych miast. Poza tym maja tam wysokich facetow, a tutaj o takich ciezko (szczegolnie, ze wiekszosc i tak jest gejami). Takze wiec nie wiem co zrobic z ta decyzja, poniewaz zaraz po jej podjeciu zabraklo mi pomyslow jak wzdrazyc to w czyn. No nic.
Moja jedyna polska kolezanka poszla na impreze i poznala gwiazde telewizji. I to kurde gwiazda nie byle jaka, bo przystojny jest jak cholera. Oczywiscie podal jej adres emailowy i powtorzyl go trzy razy. Kolezanka OCZYWISCIE jest zareczona i suknie slubna ma juz niemal gotowa, tak wiec adresu nie zapisala. Naturalnie, potem pol dnia w pracy spedzilysmy na szukaniu owego adresu w internecie. Baby to sa jednak glupie.
Jak juz jestesmy w temacie celebrities, to dochodze do wniosku (acz bardzo powoli), ze powinnam umawiac sie tylko i wylacznie z facetami, ktorzy maja stala prace biurowa od dziewiatej do piatej, bo artystow to juz mam po pachy, a moze nawet i po uszy. Za kazdym razem, gdy slysze "w piatek gram koncert/w sobote musze sie spotkac z tym i tym/jutro musze cwiczyc", to mnie szlag trafia. Z kazdym to samo, przeciez moglabym sie w koncu nauczyc doswiadczeniem. No nic, nauka w sprawach prywatnych najwidoczniej opornie mi idzie. Mysle sobie, ze przynajmniej bede miala ciekawe historie do opowiedzenia wnukom. Choc wlasciwie, po namysle, nie jestem pewna, czy chcialabym wysluchiwac podobnych historii od swojej babci. Hm. No nic, przynajmniej napisano dla mnie piosenke, ktora ponoc mozna teraz uslyszec w lokalach w Toronto. Mam tylko cicha nadzieje, ze nie jest to cos w stylu piosenek Eminema zadedykowanych jego eks.
Poza tym co wiecej. Pod praca koczuja wozy telewizyjne, bo toczy sie proces dominatrix. W kraju, ktore jako jedno z pierwszych zezwolilo na zawieranie malzenstw homoseksualnych, swiadczenie uslug przez dominy jest wciaz nielegalne. No, doprawdy!